Nigdy tak bardzo nie potrzebowaliśmy natury i codziennego kontaktu z nią. Dziś, kiedy większość czasu spędzamy w domach, biurach czy samochodach, uświadamiam to sobie jeszcze bardziej. Od kilku lat mieszkam w górach i wiem, że w pewien sposób, jest mi łatwiej, chociaż trudności nie omijają nikogo z nas. Mam taras, podwórko i możliwość spacerowania godzinami po okolicznych szlakach. Czemu o tym piszę?

Wsi spokojna

Wychowałam się na wsi i czy tego chciałam, czy nie większość czasu spędzałam na zewnątrz. Praca, relaks, spacery wszystko odbywało się na podwórku, w lesie czy na polach. Do domu wracało się żeby zjeść, odpocząć i pójść spać. Na trzecim roku studiów przeprowadziłam się do Warszawy, miało być wygodniej i spokojniej. I rzeczywiście było, wszędzie blisko, bez uciążliwych dojazdów, z większymi możliwościami. Spodobało mi się takie życie i nawet nie zauważyłam kiedy coraz więcej czasu zaczęłam spędzać w budynkach. Biurowce, kawiarnie, siłownia, metro zamiast spaceru w lesie czy nad rzeką. Wszystko było takie nowe i fascynujące. Po wielu latach takiego życia zmęczona pracą, pośpiechem i codziennym hałasem coraz częściej uciekałam do lasu czy w góry. Tam znajdowałam spokój. W końcu zrozumiałam, że żeby zachować zdrowie i równowagę nie możemy inaczej. Musimy pozostawać w kontakcie z przyrodą.

Im bardziej życie człowieka jest zanurzone w naszpikowanej technologią miejsko-przemysłowej kulturze, tym więcej potrzebuje kontaktu z przyrodą, by osiągnąć równowagę i zachować zdrowie -Richard Louv”

Wyrwani z korzeniami

Nasz tryb życia i pracy sprawia, że większość czasu spędzamy w pojazdach i pomieszczeniach. Sprzyja temu pośpiech, a także brak dostępu do terenów zielonych, szczególnie w dużych miastach. W codziennej gonitwie nie zwracamy uwagi na przyrodę i z jakiegoś powodu uznaliśmy, że jej nie potrzebujemy. Staje się ona dla nas coraz bardziej obca i zagrażająca. Wycinamy lasy, betonujemy ścieżki, spacerujemy na bieżni, a kontakt z naturą ograniczamy do „przymusowego” wyjścia z domu. To, co kiedyś było dla nas normalne, staje się zagrażające. Boimy się iść do lasu (bo kleszcze), pojechać pod namiot (bo niebezpiecznie) czy spacerować boso po trawie (bo huk wie, co jest w tej trawie). A przecież jesteśmy częścią natury, nie możemy tak po prostu się od niej oderwać. Edward O. Wilson, amerykański biolog, zoolog i socjobiolog podkreśla, że mamy „wrodzony, zakodowany w naszych genach pociąg do przyrody, której jesteśmy częścią”. W jego teorii poczucie tożsamości, zdrowie i samopoczucie człowieka są uzależnione od jego związków ze środowiskiem naturalnym.

Jaskiniowcy XXI wieku

Nasz układ nerwowy w toku ewolucji ukształtował się w otoczeniu przyrody i w bezpośrednim kontakcie z nią. Pomimo jego wielkiej elastyczności i tysięcy lat ewolucji nadal nie jest on przystosowany do funkcjonowania 24h na dobę, w sztucznym oświetleniu, w betonie, hałasie, atakowany tysiącami bodźców. Być może kiedyś się przystosuje, jednak na ten moment, pod względem organicznym ciągle jesteśmy „jaskiniowcami”. Potrzebujemy przyrody, światła słonecznego, rytmu dnia i nocy. „Im bardziej życie człowieka jest zanurzone w naszpikowanej technologią miejsko-przemysłowej kulturze, tym więcej potrzebuje kontaktu z przyrodą, by osiągnąć równowagę i zachować zdrowie – pisze Richard Louv, autor „Ostatniego dziecka lasu”. I trudno się z nim nie zgodzić.

Deficyt natury

Oddaliliśmy się od natury i z każdym rokiem oddalamy się coraz bardziej. Efekty tego widać na całym świecie: odczuwamy coraz więcej stresu, stajemy się impulsywni i porywczy, mniej kreatywni, mamy trudności z koncentracją czy pamięcią, coraz częściej cierpimy na różnego rodzaju trudności natury emocjonalnej i fizycznej. Jak pokazują obserwacje „mieszkańcy miast mają o 20 procent wyższe ryzyko zaburzeń lękowych i o 40 procent wyższe ryzyko zaburzeń nastroju w porównaniu z mieszkańcami obszarów wiejskich” (przyp. artykuł opublikowany „Stanford News”). 

W wielu krajach na świecie coraz częściej lekarze przepisują „zielone recepty”, jako leczenie wspomagające standardowe metody. Znajdują się na nich spacery w lesie, obserwowanie nieba, ptaków, wsłuchiwanie się w szum wody, przytulanie się do drzew czy dotykanie mchu. Niektórzy z nich w czasie sesji zabierają swoich pacjentów na spacery po pobliskiej plaży czy lesie. I wszyscy z nich widzą ogromne pozytywne zmiany w ich zachowaniu i samopoczuciu. 

I pewnie kilka lat temu popukałabym się w czoło i powiedziała, że to takie „elfie”. Dzisiaj jednak nauka, doświadczenie tysięcy ludzi i moje własne – nie pozostawiają wątpliwości. Mamy coraz większe niedobory witaminy N, a to wpływa na wszystkie aspekty naszego funkcjonowania.

Korzyści dla zdrowia psychicznego:

Jak pokazują liczne badania spędzanie czasu na łonie natury wpływa na nas korzystnie na wielu obszarach, m.in:

  • poprawia samopoczucie psychiczne i zwiększa zadowolenie z życia

Jak pokazują badania ludzie żyjący w mieście w otoczeniu lasów, parków, skwerów i ogrodów cieszą się lepszym zdrowiem psychicznym i są bardziej zadowoleni z życia niż osoby zamieszkujące „betonowe” dzielnice (Exeter Medical School, UK). Do podobnych wniosków doszli badani z Uniwersytetu Michigan (USA), który dowiedli, że 50-minutowy spacer w parku znacznie poprawia samopoczucie osób chorych na depresję. 

Inne badanie przeprowadzone na uczniach i studentach pokazało, że zaledwie 10-15 minut w naturalnym otoczeniu może poprawić ich nastrój, skupienie i zmniejszyć skutki stresu fizycznego i psychicznego. 

  • zwiększa poczucie dobrostanu i poziom energii życiowej 

Profesor Richard Ryan wraz z zespołem zaobserwowali, że samopoczucie i poziom odczuwanej witalności wzrastał istotnie za każdym razem, gdy badani przebywali w otoczeniu przyrody (spacerując brzegiem rzeki) lub „tylko” wyobrażali sobie taka sytuację. Aż 90% badanych zauważyło, że aktywność na łonie natury pomagała im pozbyć się nagromadzonego w czasie dnia zmęczenia. 

  •  relaksuje i odpręża

Badanie przeprowadzone na biegaczach pokazało, że osoby, które biegają wśród zieleni, czują się bardziej odprężone mniej niespokojnie, zdenerwowane i depresyjne niż osoby, które spalają tyle samo kalorii na siłowni. Podobną obserwację przeprowadziła pracująca w Edynburu psycholog Jenny Roe, badając aktywność mózgu osób spacerujących po lesie, po głównej ulicy oraz dzielnicy tego miasta. Zauważyła ona, że kontakt z zielenią uspokajał i przywracał zdolność koncentracji uwagi. Spacer wśród szkła i betonu natomiast pobudzał psychikę. 

Zjawisko to tłumaczyć może inne badanie przeprowadzone na University of East Anglia, w którym zauważono, że kontakt z zielonymi obszarami znacząco obniża poziom kortyzolu w ślinie (przyp. kortyzol, to hormon stresu wytwarzany w czasie reakcji stresowej). Podobną rzecz zaobserwował Yoshifumi Miyazaki z Uniwersytetu Chiba. Jego badania pokazały, że wystarczy „jedynie” przez 20 minut patrzeć na zieleń, aby nasz poziom kortyzolu w ślinie spadł o ok 13,4 %.

  • zmniejsza skłonność do nawracających przygnębiających myśli i wątpliwości

Badanie przeprowadzone w USA pokazało, że osoby spędzające więcej czasu w otoczeniu przyrody mają mniejszą skłonność do nawracających przygnębiających myśli i wątpliwości (ruminacji). Wcześniej przeprowadzone w tym temacie badania wskazywały, że osoby zamieszkujące tereny miejskie mają większą skłonność do ruminacji, wystarczy jednak regularnie spędzać czas na łonie natury, aby polepszyć swoje samopoczucie. 

  • poprawia relacje społeczne

Badanie przeprowadzone na University of Illinois pokazało, że „osoby, które mieszkały w budynkach z zieloną przestrzenią, znały więcej ludzi w swojej społeczności, miały silniejsze więzi z sąsiadami, były bardziej zainteresowane pomaganiem sobie nawzajem i miały silniejsze odczucia przynależności ”.

Korzyści dla zdrowia fizycznego: 

  • zmniejsza ryzyko śmierci, szczególnie z przyczyn sercowo-naczyniowych

W 2003 roku badacze w Nowej Zelandii wykazali, że ruch na świeżym powietrzu ( 2,5 godziny tygodniowo przez 12 miesięcy) zmniejsza ryzyko śmierci o 20-30%. Niezależnie od wieku, płci, pochodzenia etnicznego, palenia papierosów czy poczucia samotności życie wśród zieleni wiąże się z mniejszym pobudzeniem układu współczulnego, a tym samym obniżonym poziomem odczuwanego stresu. Co przekłada się na zmniejszenie ryzyka choroby sercowo-naczyniowej. Okazuje się również, że stężenie adrenaliny we krwi i moczu osób żyjących blisko natury jest niższe. Najbardziej widać to, gdy tereny zielone są w odległości nie większej niż 250 m od domu, choć dobroczynny wpływ obserwowano też nawet jeśli był to kilometr (Envirome Institute University of Louisville, USA).

  • zmniejsza ryzyko nowotworów

Spacery po lesie zwiększają poziom limfocytów NK (ang. natural killer) uważanych za jedną z pierwszych linii obrony przed nowotworami („Journal of Cardiology”, 2010)

ISGlobal w Hiszpanii przeprowadziło badanie, które pokazało zmniejszone ryzyko rozwoju raka piersi u kobiet mieszkających bliżej miejskich stref zieleni. Badacze wykryli liniową zależność – zagrożenie malało w miarę zmniejszania się odległości od terenów z przyrodą. Okazało się jednak, że kobiety mieszkające blisko obszarów rolniczych były bardziej zagrożone chorobą. W tym przypadku jednak naukowcy podejrzewają szkodliwe działanie środków używanych w rolnictwie, jak pestycydów.

  • obniża ciśnienie, podnosi odporność, reguluje tętno, obniża ryzyko cukrzycy typu II, chorób układu krążenia oraz ryzyko przedwczesnego porodu

Spacery po lesie pomagają w walce z nadciśnieniem (2013) hamują oś hormonalną odpowiedzialną za wzrost ciśnienia krwi. Wzmagają także działanie układu odpornościowego, regulują tętno, ciśnienie krwi, korzystnie wpływają na układ nerwowy, powodując odczucie głębokiego spokoju, co ma związek z obniżaniem poziomu hormonu stresu. 

  • może wykazywać działanie przeciwbólowe

Naukowcy z Uniwersytetu Michigan (USA) zauważyli, że chorzy poddawani bronchoskopii (badanie układu oddechowego) w pomieszczeniach, w których na ścianach powieszono zdjęcia natury, a z płyty puszczono odgłosy przyrody, wykazywali mniejsze objawy bólowe, w porównaniu z pacjentami badanymi w tradycyjnych szpitalnych pomieszczeniach.

Co więcej, osoby po udarze niedokrwiennym przebywające w bliskim sąsiedztwie terenów zielonych mają większe szanse na przeżycie niż ci, którzy za oknem widzą beton.

Powrót do natury

Naukowcy nie mają wątpliwości, że przebywanie blisko natury ma ogromny wpływ na nasze samopoczucie i zdrowie. Patrzenie na wodę, także na tę z miejskich fontann, dotykanie drzew, wdychanie zapachu deszczu, wsłuchiwanie się w śpiew ptaków ma moc terapeutyczną. Aby funkcjonować w zdrowiu i równowadze potrzebujemy codziennego kontaktu z naturą. Badania pokazują, że nawet krótkie, ale systematyczne przebywanie wśród natury poprawia nastrój i funkcje poznawcze naszego mózgu. Co więc robić?

  • Każdego dnia spędzaj jak najwięcej czasu blisko natury

Korzystaj z pięknej pogody, spaceruj, jeździj do pracy na rowerze. Poszukaj najlepszego dla siebie sposobu, żeby chociaż 30 min dziennie spędzić w parku, lesie czy na okolicznym polu. 

  • Spędzaj czas na tarasie, podwórku czy balkonie

Jeśli codzienne spacery odpadają. Spędzaj czas na podwórku, balkonie, tarasie. Korzystaj z letnich promieni słońca, obserwuj jak przyroda budzi się do życia. Brzmi tandetnie? Pomyśl o wszystkich korzyściach zdrowotnych wynikających z kontaktu z naturą i idź na dwór bądź na pole:)

Jesteś w pracy? Kolejną przerwę na kawę zrób sobie na tarasie, balkonie lub przy otwartym oknie. Korzystaj ze słońca, szczególnie rano ma ono wiele korzystnych właściwości: poprawia odporność, uwalnia endorfiny i pomaga nam w lepszym śnie.

  • Wyglądaj przez okno, obserwuj zieleń i otaczającą przyrodę

Z badań przeprowadzonych na początku lat 80. przez prof. Rogera S. Ulricha wynika, że pacjenci na oddziale chirurgii w salach z oknami, za którymi są drzewa, zdrowieją szybciej niż ci, którzy mają widok na budynek. Nie masz balonu? Na pewno masz w mieszkaniu okna. Przyszło lato, jest mega ciepło, a na zewnątrz tona zieleni. Otwieraj okno jak najcześciej, obserwuj, co dzieje się na zewnątrz, popatrz na drzewa, słuchaj śpiewu ptaków. Mieszkasz w bloku? Na pewno masz w zasięgu wzroku jakieś drzewo, trawnik, cokolwiek co jest elementem przyrody. Na ten moment to wystarczy!

  • Otaczaj się kwiatami – tymi na balkonie, i tymi w domu. 

Nie możesz wyjść, przynieś naturę do domu. Osobiście nie lubię kiedy kwiaty są ścinane czy zrywane, uważam, że najlepiej im kiedy mogą żyć i rosnąć. Uwielbiam za to kwiaty doniczkowe, im bardziej liściaste i zielone tym lepiej. Kolor zielony działa kojąco na nasz układ nerwowy. Jesienią i zimą widok zielonych kwiatów poprawia nam nastrój i daje poczucie, kontaktu z „żywą naturą”. 

Ciekawe badanie w tym temacie przeprowadzili Seong-Hyun Park i Richard H. Mattson. W badaniu wzięli udział pacjenci po operacji wyrostka robaczkowego. Pierwszej grupie po zabiegu przyniesiono do sali rośliny doniczkowe, grupa druga wracała do zdrowia w tradycyjnej sali. Obserwacje pokazały, że pacjenci z „zielonych pokoi” mieli niższe ciśnienie krwi i tętno, odczuwali mniejszy ból i byli pozytywniej nastawieni do życia. Co ciekawe w czasie rekonwalescencji opiekowali się swoimi kwiatami, a w czasie wypisu ze szpitala podkreślali jak ważna były dla nich rośliny. Osoby z tradycyjnych pokoi, za największą zaletę szpitala uznawali możliwość oglądania telewizji.

Może więc to dobry czas, żeby zadbać o nasze domowe kwiaty? Posadzić zioła w skrzynkach na balkonie. Zrobić coś rękoma, a nie rozmyślać o tym co będzie.

  • Zawieś na ścianach plakaty, obrazy przedstawiające przyrodę i wizualizuj ją

Kiedyś moje siostry miały na ścianie gigantyczną fototapetę przedstawiającą las i pasące się w nim sarny. Dziś byłaby na wagę złota. Przecież już samo patrzenie na naturę poprawia nasze samopoczucie i koi nerwy. Liczne badania pokazują, że już samo myślenie o przyrodzie poprawia nasze samopoczucie. Wyobraź sobie, że przenosisz się myślami do miejsca, które naprawdę lubisz. Może to być ulubiony las, szczyt czy plaża. Pobądź tam myślami.

Więcej o wizualizacji przeczytasz tutaj: czym jest wizualizacja?

I można nie wierzyć w badania, pewnie część z nich obarczona jest jakimś błędem badawczym. Jednak nie trzeba dużo szukać, wystarczy otworzyć się na naturę i jej kojące działanie. Myślę, że każdy z nas zauważy różnicę w swoim samopoczuciu już po kilku dniach. Niech to będzie najlepszym dowodem na to, że potrzebujemy ciszy, spokoju i przyrody, której jesteśmy częścią.